wine_glasses_romantic_rendezvous__gallery

Od kilku lat walentynki spędzaliśmy w domu. Standardowo kolacja ze świecami, winko i pyszne lody (raz nawet smażone). Czasami Mareczek do towarzystwa, gdy nie mógł zasnąć 😉 . Czasu dla nas nie pozostawało zbyt wiele. Dwie trzy godzinki i zasypialiśmy wspólnie na kanapie.

A co, gdyby przedłużyć ten czas… Gdyby udało się go rozciągnąć na cały dzień?
W tym roku nam z pomocą przyszli teściowie. Zostawiliśmy dzieciaki u rodziców męża, a my wybraliśmy się na wspólny wypad w góry. Decyzja przyszła dość późno, więc wybór był ograniczony. Mąż jak zwykle wykazał się inicjatywą i znalazł super hotel w Ustroniu.

Początek wyprawy był troszkę nerwowy. Zazwyczaj jeździmy wszędzie z synkami. Muszę przyznać, że czułam się dość dziwnie. Jechaliśmy na upragniony wypad z mężem, a dzieciaki zostały w mieście. Oboje czuliśmy wyrzuty sumienia… My będziemy dobrze się bawić, a chłopcy siedzą z dziadkami. Dodatkowo nasz szarak ma kłopoty z brzuszkiem i trochę szkoda było mi go zostawiać bez opieki.

Po pierwszym kontrolnym telefonie do babci, nasze wyrzuty sumienia ostatecznie okazały się być bezzasadne. Dzieciaki miały wielką frajdę z noclegu u dziadków a my mogliśmy zająć się troszkę sobą.

Na początek obiad w mini browarze „Wrzos” w Ustroniu. Potem szybki meldunek w hotelu „Olympic” i wyprawa na narty do stacji „Nowa Osada”. Jak to zwykle w Wiśle koreczek, ale w takim dniu to nie przeszkadza. Jest to świetna chwila na rozmowę i wygłupy wokalno-taneczne mojego męża. Stare hity rządzą w aucie!
Trzy godzinki na stoku mąż osłodził mi pysznym grzańcem. On jako kierowca rozgrzał się gorącą herbatką , ale wynagrodził sobie w hotelu winkiem przy romantycznej kolacji.
Kaczka była wyśmienita, choć jak na mój gust troszkę wydumana. Chyba wolę coś bardziej domowego niż popisy mistrza kuchni.
Mąż jako prawdziwy czechofil zamówił wino prosto z Morawy. Upojeni uroczą atmosferą przenosimy się do baru na kolorowego drinka, przy którym mogliśmy spokojnie porozmawiać. Na co dzień brakuje na to czasu i zapominamy jak ważna jest taka spokojna rozmowa… Po tak upojnym dniu trafiamy do łóżka…………I………. Śpimy do dziewiątej jak wszyscy rodzice, którzy przez ostatnie trzy lata kładą się spać o północy i wstają o szóstej.
Ranek zaczyna się sytym śniadaniem i SPA. Basen, sauna, jacuzzi i pełen relaks u pani Justyny Bielendy. Około dwunastej jeszcze spacerek po Ustroniu i wracamy po maluchy.
A tam pełnia szczęścia 🙂

Wyjazd okazał się być strzałem w dziesiątkę. Jeśli mielibyście wyrzuty sumienia to nie miejcie! My dzięki wyjazdowi mogliśmy przypomnieć sobie uczucie z przed lat i wreszcie się wyspać!
Wszyscy stęskniliśmy się za sobą i nabraliśmy zdrowego dystansu do relacji w rodzinie. Naprawdę wróciła cierpliwość, która była na granicy ze względu na wyczerpanie. Pewnie wiecie co mam na myśli, kiedy nerwy puszczają z powodu rozlanego mleka.
Zachęcam Was! Jeśli tylko macie możliwość wykorzystajcie walentynki jako pretekst i zróbcie coś dla siebie!

52c50d356898c421fb9a

7179a0fc272ed2dd88e4

IMG_2811

078f11f323de471c6a26

b7180c29e8e5b60b13f6

d54306aeb99453a7d708
DSC_0013

4 thoughts on “Walentynki sposobem na podładowanie baterii

  1. Zgadzam się w 100% my zrobiliśmy w tym roku dokładnie to samo tyle że spaliśmy do 10.30 😂 myślę że będzie to nasz rytuał!

    1. HA ha 🙂 Jeśli tylko takie to nie mam nic przeciwko 😉 Wiem, że to szybko minie, ale dzisiaj ciężko to sobie wyobrazić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *