DSC_0118

Jakiś czas temu postanowiliśmy z mężem, że nasze chłopaki powinny umieć jeździć na nartach. Oboje uprawiamy w mniej lub bardziej zaawansowanym stopniu ten piękny sport. Kiedy myślę o nartach, zaraz wracają wspomnienia z narciarskich sylwestrów i cudownych wyjazdów w góry. Czasem dokładnie zaplanowanych, a czasem zupełnie spontanicznych. Ponieważ mężuś jeździ na nartach i na snowboardzie troszkę bardziej profesjonalnie niż ja, postawił sobie za punkt honoru nauczyć Mareczka jeździć. Sam zaczynał, gdy był w podobnym wieku.

Pierwsze kroki w zeszłym roku okazały się dla Marka katorgą, a dla tatusia swojego rodzaju osobistą porażką. Marek nie słuchał go w ogóle. Nie potrafił się skoncentrować, a dodatkowo panikował. Sytuację uratował dziadek, który w przeszłości był instruktorem narciarstwa i wziął Marka na mały miejski stok i zjechał z nim kilka razy zacierając złe wspomnienia.

Baliśmy się, że to już po zawodach i Marek nie da się namówić na narty jeszcze raz. Na szczęście przez rok złe wspomnienia wyparowały i mogliśmy zacząć od zera.

Wiedzieliśmy już, że to nie kwestia umiejętności czy profesjonalizmu, ale obserwując dziadka zrozumieliśmy że chodzi o cierpliwość i autorytet.

Jako rodzice nie byliśmy w stanie zapewnić wystarczającej dozy cierpliwości, ponieważ zbyt zależało nam na tym, aby Marek nauczył się jeździć bezbłędnie. Dodatkowo nasz autorytet w oczach synka pozostawiał wiele do życzenia.

W tym roku postanowiliśmy postawić na prawdziwego profesjonalistę. Na początku Marek wziął udział w tygodniowym kursie przedszkolnym dla małych narciarzy. Mieliśmy sporo obaw o to czy sobie poradzi, czy nie zrobi sobie krzywdy (bo to postrzelone dziecko ma niesamowite pomysły) a także o to czy po pierwszym dniu nie rozłoży go jakieś przeziębienie! Okazało się, że szkółka narciarska to strzał w dziesiątkę! Profesjonalna kadra nauczyła go pierwszych kroków na stoku i pozwoliła ustrzec się poważnych błędów na początku nauki.

Zrozumieliśmy, że to nic złego – nie umieć nauczyć czegoś swojego własnego dziecka. W końcu w jakimś celu wymyślono szkoły. Zwróciliśmy uwagę na to, że Marek zupełnie inaczej postrzega obcą osobę. Zdecydowanie bardziej się koncentruje, a taki instruktor od samego początku stanowi dla niego wielki autorytet.

Po pierwszych krokach w przedszkolnej szkółce Marek umiał już samodzielnie zjechać ze stoku. Idąc za ciosem wykupiliśmy dwie dodatkowe lekcje indywidualne, aby nauczył się dobrze skręcać i korzystać z wyciągu.

To była przyjemność obserwować jak nasz synek dobrze się bawi z instruktorem i jakie robi postępy. Zmiana podejścia i przysłowiowe schowanie swoich ambicji do kieszeni okazało się najlepszym wyjściem z sytuacji. Marek umie jeździć na nartach a my jesteśmy z niego dumni 🙂

 

 

dscn1871

dscn1726

dscn1723

dscn1892

dscn1895

dscn1896

dscn1901

dscn1905

DSC_0015

DSC_0093

DSC_0085

DSC_0082

DSC_0107

DSC_0118

DSC_0142

4 thoughts on “Domowy profesjonalizm kontra prawdziwy profesjonalista

    1. No bardzo był zadowolony 🙂 Po tym jak skończył naukę z instruktorem to jeszcze mu mało było i ciągnął na górkę :DDD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *